Z najlepszymi życzeniami - Świąt bogatych w przeżycia duchowe, a Sylwestra - ludyczne,
Oto i życzenia świąteczne od pewnego pana doktora...
skomentuj (0)
Ciekawe to... nawet gdy to my kogoś odrzucamy i życzymy mu jak nalepiej... Jego proces "zdrowienia" czyli odchodzenia od nas po prostu boli. I niby dobrze, idzie ku lepszemu, tak jak się chciało. A jednak po pierwszym zachłysnięciu się własną wolnością (nie umiem znaleźć lepszego słowa) zaczyna nam doskwierać ta cudza. Bo być najcudowniejszą osobą w cudzych oczach, to jednak coś. Szczególnie gdy ich właścicielem jest ktoś, kogo, pomimo wszystko, lubimy.
Takie małe spostrzeżenie...
skomentuj (1)
To niesamowite jak wiele zmienia samo nastawienie. Bylam przekonana, że łażenie z małym plecaczkiem (tak koło 11kg) po górkach będzie bardzo trudne. I było, do momentu, kiedy nie stwierdziłam, że spokojnie dam radę! Tak, początki były trudne... ale... no to pokolei :)
Ze zdziwieniem zauważyłam pierwszego dnia, na Wetlińskiej, że ktoś nas wyprzedza tylko na dłuższych postojach. I jakośc, pomimo obaw szło to wszystko. A gdy zobaczyłyśmy już Chatkę w której miałyśmy nocować... nowy duch :D Szkoda tylko, że niestety wiatr przywiał straszne chmnury i o ile jeszcze zachód słońca jako tako widac było, to po pobudce okazało się, że jesteśmy w chmurze i widoczność oscyluje od kilku do kilkunastu metrów... Ale nic trzeba iśc, to trzeba! A po przemiłym wieczorze, gdy cudny widok za oknem i chłód, a przy sobie radość i ciepełko... Do tej pory jednak jestem ciekawa czy poznani w schronisku goście poszli na Caryńską czy nie. Wprawdzie motywowałyśmy ich, że my, dwie kbietki idziemy a oni nie?! W ogóle śmieszne chłopaki... puściłyśmy ich na szlaku przed sobą, żeby ich nie zwalniać i właśnie wtedy wyszło, że podłapanie ich tempa to betka :) A na koniec prysznic i coca-cola!Jak mało trzeba do szczęścia. Jednak trzeci i czwarty dzień były najcudowniejsze. Ta lekkość butu, gdy plecak został w schronisku... Do tego jedna z najcudniejszych tras w ogóle... A ponadto, gdy już się rozzruszało obolałe mięścnie, tak lekko i cudnie się szło! Tylko nie można było się zatrzymać, bo wtedy znów mięścnie przypominały sobie, że one i owszem obolałe są! Ale najbardziej żałuję iż nie zobaczyłam miny pewnego pana... wyprzedził nas, to znów on dłużej przystanął... ostatecznie z siodełka pod tarnicą wyszedł dużo wcześniej, i co? I Na drodze do ustrzyk wyminełyśmy go biegiem, bo akurat grałyśmy w berka xD Ogólnie wzbudzałyśmy tą zabawą na szlaku sporo zainteresowania, nie wiedzieć czemu :D Ale, że w górach się nie biega? Eeee Natomiast dzień ostatni, wbrew wcześniejszym planom również został górsko wykorzystany. Chyba by nas coś trafiło, gdyby przy ładnej pogodzie przyszło nam rano wsiąść do autobusu. Ale co mnie osobiście bardzo zaskoczyło... pomimo, że szłyśmy z plecakami znów, to naprawdę nie odczuwało sie jego cieżaru, ot takie nic! A trasa znów piękna, jak to zwykle bywa :) Kocham po orostu ten rodzaj zmęczenia, gdy myśl o ruszeniu jakąkolwiek kończyną przeraża, ale te cuda do okoła mobilizują... i gdy tak sie idzie, zmęczenie gdzieś wymyka się i można by iść na koniec świata albo i dalej.. .:)
skomentuj (0)
Właśnie grzmi i błyska tak, że pomimo pory, czyli rolet i zaświeconego światła widzę... mmm :) Ale nie o to chodzi. Po pierwsze... wbre niektorym myślom własnym i nie własnym straszne ze mnie dziecko wciąż. To takie najnowsze odkrycie. Troszkę smutne, bo nie o dziecinną radość tu idzie. Co dalej? Śmieszna jestem i konkursowo wręcz robie różne głupoty i śmieszności. Zastanawiam się jak nie położyć sprawy i praktyka z teorią się mija mi... Czy ja myślę za dużo? Nie tak?
Ostatnio wiele zmian w moim "rozkładzie jazdy". Poznaję inną stronę siebie i życia. Ale, ale... gdy początkowo było to coś zupełnie nowego, to powoli znajduję się w takich sytuacjach które nie tylko są mi obce, ale wykrzywiają obraz mnie. NIe są w jakimś sensie zgodne ze mną samą, to nie nowość, ale kompletnie nie moja bajka. Ostatnio, przez wzgląd na koleżankę przez cały wieczór byłam miła, wyłączyłam zgryźliwość i cynizm. I miło było, tylko jak się to ma do mojej osobowości? Ja nie umiem puscić wodzy fantazji, pełen spontan w zuepłnie nie znanym towarzystwie. Dobra zabawa to nie wielka impreza w klubie i rozmowy z nieznanymi ludźmi. A tu już do takich skrajności mnie ciągnie... Mnie jako osobę, a nie osobowość. CHoć ta moja osobowość.... jestem pełna zdziwienia, że są ludzie którzy mnie lubią, bo i za co się pytam? Mam wrażenie, że nie mam za wiele do zaoferowania... tym bardziej dziękuję :*
Nie wiem, może to pogoda-powoli i nie przerwanie siąpiący deszcz, a może wydarzenia, w każdymm bądź razie znów odłączone mam baterie...
------------05.07.2011r., 14.00---------------
Staje przed lustrem i nie wiem. Znów ciężki kamień zamiast żołądka. Co dalej? Na co sie zdecydować, którą opcje wybrać? A jeszcze powinnam od dawna się uczyć... Nie wiem. Przychodzą do głowy nowe pomysły i wizje. Brak zdecydowania doskwiera jak nigdy. A tu jeszcze kilka spraw do załatwienia w związku z i nie tylko. Znowu kłębek nerwów ze mnie i nie ma mnie kto rozśmieszyć. Już na wszystkich frontach leżę i kwiczę. I jeszcze ten śmieszny sms... wysłany o 9 rano był by miły i sympatyczny. O 4 nad ranem... niezrozumiały i dziwny... Ja naprawdę nie wiem jak to zrobiłam... ufffffff
skomentuj (0)
:) tak ostatnio zaczynam całe hałdy emaili. Ale nie o to chodzi. Raczej o odnotowaniu na zaś, ostatniej intensywności mego życia. Bo naprawdę... tu sesja, nauki sporo, egzamin, wpisy, załatwianie rożnych spraw na uczelni. I jeszcze więcej nauki. I jeszcze więcej nie dospania, bo to wino... powiedzmy, że wino, bo i nie zawsze ;) Ale jakiś gril, jakieś wyjście. Ciągle coś ciekawego do roboty. Tyle co ostatnio się poszlajałam, to hoho :) Taki jakiś radosny czas... I nawet nieszczęsny egzamin, na który po mimo wielu oporów w końcu poszłam (a nie musiałam i miałabym 3,5) okazał sie dużą radością. 4,5 w indewksie jest, więc średnia jak nigdy w życiu :) Radość :D
skomentuj (1)
Oj myślę ostatnio i to dużo. Pewna mądra osobka napisała mi: tylko nie myśl za dużo. Samo się zrobi. (Cóż za wiara we mnie!) Otuż ja jednak myślę. Nie do końca o samej sytuacji, ale o mnie w tej sytuacji. Takie rozbieranie na części pierwsze swoich emocji i zachowań. Szczegółowa analiza co robię i dlaczego tak. Samoświadomość szaleje w tangu z próbą poznania samego siebie, które czasem zarzuca na boki. Jestem tu i jestem z boku, od samej siebie. Kombinuje? Może trochę, ale nie umiem nie zastanawiać sie dlaczego. Zawsze interesowały mnie przyczyny czyjegoś postępowania. Teraz dłubię nad własnymi. I dziwi mnie to oderwanie od emocji gdy dochodzi do analiz. Nie umiem już bezrozumnie cieszyć się i smucić. Zbyt dużą wagę kiedyś przypisałam umysłowi i teraz wciąż popiskuje żądny uznania swych racji.
skomentuj (1)
Kilka minut po pierwszej w nocy. A coja robię? Sprawdzam co by tu można i gdzie w przyszłym rokupostudiować. I właśnie prawie włożyłam palec do palącego siępodgrzewacza ==' Depresja. I o radości, ciut zmieniły się zasadytu i ówdzie... na gorsze dla mnie ==' Syf jeden wielki o którymwolałabym nie myśleć. A tu jednak muszę... Myślałam, że ciągleściśnięty żołądek to był syndrom związany ściśle zpoprzednim majo-lipcem, ale okazuje się, że wielu różnic niema...
A teraz też bajzel na uczelni, bajzeli poza nią. Jedno wielkie nie wiem, nic byle trwać i egzystować. Nie wiem co z wakacjami. Co z Madrytem... poważnie się zastanawiamjechać czy nie? Bo dobrze by było, ale wstępnie zgodziłam się,że będę pracować... Jeszcze ten wyjazd, już sama nie wiem na jakdługo. Chorwację muszę odpuścić, bo może jednak będę sięuczyć na egzamin? Marudzę, ale nie w ten sposób miałam... Tanotka miała być o czymś zupełnie innym. Też o smutku, ale innejkategorii. O byciu rzeczą. Z całą sympatią dla mojej pracy...Jestem, ale to bez znaczenia. Ten kto ma pieniądze – rządzi, areszta to głupstwo. Kolejny mebel w domu, czasem użyteczny, gdy nierzucony w kąt piwnicy. I niby dużo z tego rozumiem, ale... Niejestem meblem, a człowiekiem. Mam swoje zdanie. Czasem mam inneplany. A jednak sama często podkulam ogon, myśląc, że zamiasttych kilku godzin snu będę mieć kilka złotych więcej. Ostatnioparokrotnie usłyszałam, że jestem na tyle bezczelna, żebywszystko załatwić. O ironio, chyba tylko nie we własnym imieniu idla samej siebie. Plącze się w dziwne sytuacje, bojąc sięodmówić...Jeden wielki bajzel.
skomentuj (1)
Pff.... stwierdziłam niedawno, że jednak faktycznie ostatnio byłam bardzo zajęta. I naprawdę to mi odpowiadało. Teraz mam dużo mniej zajęć i poprostu... nudze się. Gożej, znów zlapałam tą okrponą bakterie niechcieja... Mam za dużo czasu na nic i w efekcie nie robię nic... Zrzucam na później, bo co za różnica? Teraz czy za godzinę czy jutro? Ano właśnie... tylko, że teraz to na nic nie mam ochoty. Kompletnie. Nauka blech, szydełko fe, ruszyć ciężko tyłek to wysiłek, dużo telewizora i kolejne łykane książki. To akurat plus, bo przez ostatnie pół roku czytałam dramatycznie mało. Gożej że towarzyszy temu zniechęcenie, kiepski chumor. Nostalgia i bezsens łapią coraz mocniej. I wiem, że muszę się z tego wykręcić, ale tak strasznie mi się nie chce! Zebrać w sobie i kopnąć w własny tyłek. Zamiast tego siedzę rozdrażniona i markotna. Brak czegoś, wróć należało by napisać "czegoś". Łot taki bubel. A jutro koło z angielskiego, na które jeszcze sie nie zaczełam uczyć. Ta... i zero motywacji.
skomentuj (0)
Jeju jeju co za dzień :D Ale może cofnę się o tydzień...
Poprzedni poniedziałek zaczą sie bez rewelacji, a później było tylko gożej... o 12.00 egzamin z wstępu do psychologii więc od rana materiały w łapkę łap... Elisława przyszła pomóc, ale jakoś bez rewelacji. A gdy sprawdziłyśmy email grupowy okazało się, że są wyniki egzaminu z metod badań. Strach się bać, test był pokręcony, czasu mało, myślenia dużo, wprawdzie nbyłam nieźle nauczona, ale... no i niestety 2 ==' Samopoczucie gruchneło gdzieś w ciemnościach odległych. Nie polepszyło mu się, gdy mama niechcący przyżeliła mają ulubioną bluzkę przy prasowaniu... Jak żadko, ale juz czaczęłam kląć. Do pisania egzaminu przystąpiłam bez entuzjazmu, a kartkę oddałam z wyraźnym zniechęceniem. Dziwny test, którego nie umiałam ocenić łatwy czy trudny? W kilku pytaniach starając się wykorzystać maksymalną moc obliczeniową mojego tiktaczka, wybrałam odpowiedzi, które wydawały mi sie najsensowniejsze, co wcale nie znaczyło, że poprawne. Po wyjściu z sali sprawdziłam czy mam indeks, bo za godzine wyniki i wpisy... Ale nie w dzień zły! Oczywiście, że książeczka w czerwonej okładce została w domu. Na szczęście Elisława była mobilna, więc obruciłyśmy w tą i z powrotem z przerwą na obiadek. Doktora załapałyśmy już w ostatniej chwili, gdy się zbierał do wyjścia. I tu tadatada... dostałam jedyną 5! Poprostu... słonce wyjrzało zza chmor. A gdy przyszłam do domu czekali tu już Gosia, Krzyś i maluchy. Mmmmmm
A co dalej? Ano huk nauki, ale jakoś szło. Tylko motywacja kwiczała jeśli chodzi o psycologię. W dzień przed egzaminem, nie mając już nadziei na zwolnienie wysłałam emaila z pytaniem o tematy, których nie możemy przeoczyć. A że to była już kolejna godzina nauki, nie mogłam podarować sobie małego PS pod tytułem Ela popiskuje z łużka "POMOCY! POMOCY!". Ostatnio dostałam odpowiedź, że chyba już nie piszczy, chyba że z radości. A czemu z radości? Bo przed samym egzaminem doktor poprosił wszystkich z 5 z ćwiczeń do sali i zwolnił :D Tyle, że musieliśmy sprawdzić testy później, a ja tu na 16 do pracy. Osz kurcze... Tu radość, a tu zegarek w ręku. A w międzyczasie dokształcanie się, bo wkońcu będziemy musieli sprawdzić egzamin kolegów! Gdy wreszcie dotarłam do pracy było już dobrze. I bonus też był, w związku z, ciekawe filmy obejrzałam :D
A dziś... wreszcie odebrałam paczke z poczty z moimi cudnymi półproduktami do kolczyków :D O adości ma, i ta folia bąbelkowa i te kółka, bigle, szpilki.... mmmm Radość czysta. A ponadto nadeszły wyniki z demografi. Aż zakrzyknęłam z radości, bo załapałam się na 5! Minimalna ilość punktów na tą ocenę, więc fart! Jestem naprawdę bardzo radosna i dumna z siebie. 6 egzaminów, z pięciu 5 a z jednego 2. Jakie to śmieszne. Dawno nie byłam tak szcczęśliwa jak dziś. Naprawdę... A jeszcze moje bączki małe, w perspektywie. Trzeba coś wymyślić im do roboty... :) iiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii
skomentuj (1)